Filozofia odzysku, czyli odpadowa teoria względności

Ostatnio w mediach słyszy się bardzo wiele o odpadach i problemach z nimi związanych – szczególnie w kontekście Ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Słyszymy też dużo szumnych słów, takich jak utylizacja, odzysk albo recykling… tylko, że nasze pojęcia o ich znaczeniu nie jest tak duże, jak być powinno. Bo o ile większość z was potrafiłoby wymyślić definicję recyklingu, to ile osób potrafi podać faktyczną różnicę między odzyskiem, a recyklingiem? (bo nie są to synonimy) Wyjaśnienie pojęcia utylizacji odpadów również do najłatwiejszych nie należy… bo takie pojęcie nie istnieje. 

„Utylizacja”?

Definicje odzysku i recyklingu były ostatnio przytaczane w artykule Tomasza (Co jeszcze można zrobić z odpadami – Kompostowanie), choć różnica pomiędzy nimi nadal nie jest intuicyjna. Po pierwsze, pojęcie recykling jest zawarte w pojęciu odzysk (tj. odzysk może być recyklingiem, ale nie musi – zaś recykling zawsze jest odzyskiem). Odzysk można ogólnie podzielić na odzysk energii i właśnie materii, czyli recykling. Przez odzysk energii uważa się spalanie odpadów (konwersja materii odpadów w energię elektryczną lub cieplną) w dowolny, zgodny z prawem sposób, czyli np. współspalanie przemysłowe, spalanie w spalarniach lub przetworzenie odpadów w paliwo alternatywne i jego spalenie. Recyklingiem zaś jest oczywiście przetwarzaniem materii w nową materię, którą można ponownie wykorzystać. Z odzyskiem jest też powiązana geneza słowa „utylizacja”, gdyż pochodzi od angielskiego „utilize” oznaczającego „wykorzystać”. Teoretycznie utylizacja powinna więc być utożsamiana z wykorzystaniem odpadów (odzysk), choć dla wielu osób pojęcie te ma szersze, lub nawet odmienne, znaczenie. Gdy ktoś mówi o utylizacji zazwyczaj ma na myśli unieszkodliwienie lub szeroko rozumiane zagospodarowanie odpadów. Pisałem wcześniej, że słowo takie nie istnieje – ponieważ nie jest użyte w żadnym akcie prawnym. Co prawda idąc tym tokiem rozumowania można wyrzucić wiele słów z naszego słownika, niemniej, bywa to niekiedy uciążliwe, gdy ktoś powołuje się na „utylizację”, a sam zazwyczaj nie wie co się za tym kryje. Co ciekawe, z pojęciem tym spotkałem się nawet w literaturze fachowej, co niezbyt dobrze świadczy o jej autorach (choć oni przynajmniej jasno definiowali kontekst tego słowa). Oczywiście, uniwersalność tego pojęcia stanowi też jego największy atut i zapewne jest źródłem jego popularności i powszechności. Pomińmy jednak tą dygresję i wracając na chwilę do odzysku, odpowiedzmy sobie na pytanie: Co jest ważniejsze – energia, czy materia?

E = mc2

Pod pojęciem odzysku energii rozumie się po prostu spalenie odpadów, z wykorzystaniem uwalnianej wtedy energii cieplnej – dlatego też spalarnie pełnią funkcję elektrociepłowni, choć naturalnie w tym wypadku to odpady – a nie zasoby naturalne – są paliwem. Z jednej strony brzmi to bardzo rozsądnie, bo przecież stanowiące problem odpady zostaję przetwarzane na przydatną energię, sprzyja to więc podwójnie dobru środowiska i jest wygodne też dla nas. Z drugiej strony można się spotkać z wieloma zarzutami względem spalarni, głównie sprowadzającymi się do ich negatywnego oddziaływania na środowisko (tzw. emisje gazów do atmosfery). Tutaj od razu zaznaczę, że nic takiego się nie dzieje. Może nie jestem w stanie poręczyć za każdą tego typu placówkę na świecie, ale wszystkie w krajach UE podlegają ścisłej kontroli i monitoringowi, a dopuszczalne poziomy emitowanych do atmosfery zanieczyszczeń są niekiedy nawet przesadnie niskie. Można zaryzykować stwierdzenie, że więcej szkodliwych substancji emituje pojedyncze gospodarstwo domowe niż spalarnia odpadów… Prawo przynajmniej w tej kwestii działa dobrze – właściwie aż zbyt dobrze – bo często przyprawia przedsiębiorców o ból głowy. Dużo obecnie projektowanych Polskich spalarni nie otrzymało pozwolenia na budowę, właśnie z uwagi na niebezpieczeństwo uciążliwego oddziaływania na środowisko. Można przyjąć, że te, które powstają są dostatecznie bezpieczne zarówno dla przyrody, jak i dla nas. Zatem ta argumentacja podawana często przez ugrupowania ekologiczne nie przemawia do mnie zupełnie, jednak w kwestii odzysku energii inna sprawa nasuwa pewne wątpliwości. Warto się zastanowić, czy spalenie odpadów nie jest czasem ich marnotrawstwem. I tutaj właśnie z pomocą przychodzi recykling… Nasz świat opiera się na obiegu materii i przepływie energii. Niekiedy jedno z nich może przekształcić się w drugie (według podanego wyżej wzoru autorstwa pewnego mądrego pana…), a spalanie jest tutaj doskonałym przykładem takiej transformacji. Pytanie tylko, czy wywoływanie jej w sztuczny sposób sprzyja dobru przyrody. Nasza cywilizacja i tak źródło: www.plastech.pldostatecznie zaburza tą równowagę spalając wiele zasobów naturalnych, więc może dodawanie do tego jeszcze odpadów byłoby przesadą? Tym bardziej, że recykling jest opłacalny również ekonomicznie, a możliwości technologiczne ograniczają nas tylko w niektórych przypadkach.

źródło: www.plastech.pl

W kwestii dylematu „Energia, czy materia?”, prawo nie ma wątpliwości. Artykuł siedemnasty ustawy O odpadach wprowadza jasną hierarchę postępowania z nimi:
„1) zapobieganie powstawaniu odpadów;
2) przygotowywanie do ponownego użycia;
3) recykling;
4) inne procesy odzysku;
5) unieszkodliwianie.”

Z czego jasno wynika, że recykling stoi ponad innymi procesami odzysku, które oznaczają właśnie spalanie. Ja osobiście też zgadzam się z takim rozwiązaniem, choć przyznam, że nie zamierzam narzekać na nadmierny odzysk jakiegokolwiek typu. W naszych obecnych realiach, każdy jest wskazany i potrzebny, tym bardziej, że gospodarowanie odpadami wciąż stanowi dla nas uciążliwy problem. Sądzę jednak, że powoli ale systematycznie, to recykling będzie zdobywał coraz większą popularność. Jego doskonałymi przykładami są opisywane wcześniej u nas procesy odzysku lamp wyładowczych oraz opon, ale oczywiście, możliwości jest wiele, wiele więcej. A co wy o tym sądzicie? Energia, czy materia?

Pozdrawiam, Jakub Sz. – odpadyblog.pl