Śmieciowy problem Wrocławian?

Witajcie.
W dzisiejszym wpisie zajmiemy się tematyką betonu czyli mieszanki spoiwa, kruszywa i innych domieszek w tym odpadów określonego typu. Swoją drogą przykład żółtego sera, w odniesieniu do polskiego prawa gospodarki odpadami, to metafora którą zapoczątkowałem już w poprzednim moim wpisie i widocznie tak przypadła mi do gustu, że i dzisiaj kilkukrotnie się nią posłużę.

Być może seria moich malkontenckich wpisów powinna nosić nazwę ” Co w śmieciowym serze piszczy? ” To już pozostawiam wam:) przejdźmy do rzeczy, czyli do tego o czym to ja chciałem Wam dzisiaj powiedzieć. Mianowicie czy to możliwe, że coś tak zatwardziałego jest w stanie nieustannie tworzyć prawo w Polsce? Dlaczego ciągle większość ludzi nie chce lub nie potrafi zrozumieć, że odpady to surowiec a nie coś co śmierdzi, źle wygląda i należało by się tego pozbyć?
Spoglądając na przypadek Wrocławia, w którym dzięki spostrzegawczości mieszkańców dowiadujemy się, że to co określiliśmy za pomocą deklaracji nie ma tak naprawdę większego znaczenia. Jednym słowem czy segregujemy, czy nie, i tak musimy dbać o czystość i jakość tego czego się pozbywamy. Co gorsza płacić, płacić i jeszcze raz płacić.Jeśli wierzyć mieszkańcom Wrocławia to ustawa jest jedynie „zasłoną dymną” i urzędnicy mogą robić to, co im się żywnie podoba. „…- Regulamin nakazuje segregację odpadów, natomiast Ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach daje nam tylko możliwość nałożenia niższych stawek opłat za selektywną zbiórkę odpadów. Żadnym przepisem jednak nie zezwala na zwolnienie z niej mieszkańców…” Cytat oddaje (bez)sens segregacji odpadów, a w dużym skrócie cały nonsens można zobaczyć pod tym linkiem. Rozumiem, że problem śmieci w Polsce nie został w pełni jeszcze zrozumiany przez niektóre osoby i łatwiej robić biznes ” na śmieciach ” poprzez dziurawe prawo i pogłębiającą się korupcję. W końcu dla kogoś i przez kogoś ten ser żółty jest dziurawiony. Być może to zbyt pesymistyczne stwierdzenie, ale oglądając kolejne absurdy, które mają miejsce w gospodarce odpadami, takie sformułowanie w zasadzie samo ciśnie się na usta.

Z drugiej strony wiem, że jako młody człowiek ja i moi koledzy również,  którzy wybrali tę specjalizację ( gospodarkę odpadami), powinniśmy ratować to co jeszcze się da uchronić przed rozpleniającą się ruchawką i pożogą. Często w naszych głowach rodzi się pytanie ” rozpieprzyć ten bajzel, czy łatać te dziury powstałe przez dyrektywy unijne, które niejako jak ładunki wybuchowe zostały zainstalowane i zdetonowane przez saperów z wiejskiej. ” Jakby nie patrzeć większość z nas zagłosowała za tym, by przystąpić do Unii Europejskiej, więc teoretycznie mamy to co chcieliśmy. Mimo wszystko przez te lata członkostwa, naoglądaliśmy się tyle absurdów, że gdyby powtórzyć głosowanie to wynik byłby zapewne zupełnie odwrotny.

Jakie jest wyjście z tej betonowej pułapki? Rozwalić zawsze można, być może jest jeszcze szansa na poprawienie czegokolwiek?
Najgorsze w tej całej sprawie jest to, że nawet pomimo tego iż do tej pory nie posiadaliśmy pojemników na odpady, to fakt ten nie zwalnia nas z konieczności złożenia deklaracji i płacenia podatku czyli tzw. opłaty śmieciowej. Być może należałoby wyciągnąć rękę w stronę konsumentów lub osób wytwarzających odpady i stworzyć dla nich pewne rozwiązania zachęcające ich do wydzielenia z „domowego strumienia” odpadów poszczególnych frakcji. Chyba dobrym pomysłem byłoby wdrożenie (w końcu!) automatów zbierających odpady opakowaniowe w sieciach supermarketów czy innych miejscach często uczęszczanych przez społeczność danej gminy/miasta/dzielnicy. Szwedzkie rozwiązanie opłaciło się i przez lata swojej działalności zostało spłacone. W końcu w Unii Europejskiej szkielet prawny gospodarowania odpadami jest w gruncie rzeczy taki sam lub bardzo podobny. Można więc wpisać taki system zbiórki odpadów opakowaniowych jako formę segregacji w danej gminie/mieście/dzielnicy. Można również zastosować wolnorynkowe mechanizmy. Te maja całą rzeszę plusów oraz swoich zwolenników, jednak mimo to posiadają jedną podstawową wadę. W większości nie pasują do modelu prawa jaki jest opisany w dyrektywie unijnej. Kiedyś był skup złomu, makulatury i butelek, dzisiaj to automaty zbierające odpady opakowaniowe są pewnego rodzaju nowoczesnym substytutem starodawnych „skupów”. Jednak dla czego owe ” skupy ” pozostają bez pracy i w efekcie są zamykane to temat na zupełnie inny wpis.

Jakie są Wasze pomysły na poprawienie sytuacji prawnej? Rozwalić system i zbudować od nowa czy starać się łatać to co się da? Odpowiedzi na pytania pozostawiam Wam.

Pozdrawiam.
Tomasz Araszkiewicz
odpadyblog.pl