Co się dzieje z warszawskimi odpadami?

Już od ponad 20 dni w Warszawie obowiązuje nowy system odbioru odpadów od mieszkańców. Nowy przynajmniej dla tych, którzy dostąpili zaszczytu włączenia ich dzielnic do „nowego porządku śmieciowego”. Czy w związku z tym ludziom żyje się lepiej? Czy znowu należy zacytować legendarne już – ” jak żyć Panie Premierze?” Przekonajmy się sami.

1 sierpnia  – początek zmian

Miało być tak pięknie. Sny o recyklingu i właściwej gospodarce odpadami, bez mieszania frakcji i zwiększonej wydajności zakładów miały być tylko kwestią czasu. Jednak teoretycznie wszystko powinno być jak nigdy a wyszło jak zawsze. Po wprowadzeniu nowych zasad w takich dzielnicach jak Białołęka, Bemowo, Bielany, Targówek, Mokotów, Ochota, Włochy, Ursus czy Żoliborz częstotliwość odbioru odpadów drastycznie spadła i pojawiły się pierwsze problemy i skargi. Dziennie do Urzędu Miasta zgłaszało i zapewne nadal zgłasza się około 300 osób.  Jeżeli chodzi o statystyki skarg to można się z nimi zapoznać tutaj.

Przepełnione kosze na śmieci to coś co nie nadaje się do oglądania ani podziwiania, zwłaszcza w okresie wysokich temperatur. Co prawda harmonogram przewiduje odbiór odpadów raz na dwa tygodnie. Gdy wysoka temperatura spotyka się z odpadami, zwłaszcza organicznymi to nie może wyniknąć z tego nic dobrego. Przykre zapachy to minimum możliwości, które można by się spodziewać. Obecnie przyszło ochłodzenie jednak to nie spowoduje, że problem zniknie. Co najwyżej lekko się zahibernował.

Jak żyć z odpadami i przepełnionymi koszami?

Mieszkańcy, którzy dosyć brutalnie zderzyli się z nowymi realiami, postanowili zamawiać dodatkową usługę odbioru odpadów przez inne firmy. Jest to jakieś wyjście z sytuacji, chociaż finansowo może wyjść drożej niż przed zmianami. Optymistycznie można zakładać, że wyjdzie tyle ile przed rewolucją. Oczywiście najbardziej zadowolone są te firmy, które przegrały przetarg. Jednak co na to miasto?

Władze dzielnic, jak można się spodziewać nie są zachwycone takim obrotem sprawy. Trudno się dziwić, bo takie działania nie są zgodne z prawem. W obecnych realiach to gmina/dzielnica czy w końcu miasto jest właścicielem odpadów produkowanych przez mieszkańców a tym samym odpowiedzialne za kwestie związane z odbiorem.  Co zrobić z odpadami odbieranymi zdaniem mieszkańców dzielnic objętych zmianami? Wiele osób zadaje pytanie, czy można zrezygnować z obsługi firm zaproponowanych przez gminę. Cóż, to niestety nie możliwe. Znowu wracamy do tego, że odpady już nie są nasze.   Spójrzmy co na to nowelizacja ustawy o zachowaniu porządku i czystości w gminach.

Art. 6s. W przypadku gdy gmina nie realizuje obowiązku odbierania odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości, właściciel nieruchomości jest obowiązany do przekazania odpadów komunalnych, na koszt gminy, podmiotowi odbierającemu odpady komunalne od właścicieli nieruchomości, wpisanemu do rejestru działalności regulowanej, o którym mowa w art. 9b ust. 2.”;

Ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (Dz. U. z 2012 r., poz. 391 z późn. zm.).

Jak Warszawa ma zamiar radzić sobie z odpadami?

Zacznijmy od standardów, czyli możliwości zgłaszania nieprawidłowości pod numer 19115.  Ponadto cytując słowa sekretarza miasta „sprawy związane z odbiorem śmieci trzeba zgłaszać miastu, które reprezentuje mieszkańców, a nie firmom odbierających odpady. Miasto ma narzędzia w postaci umów i kar umownych, żeby wymuszać realizację interwencji przez firmy”.

Optymizmem może również napawać informacja o zorganizowaniu we wrześniu przetargu na Punkty Selektywnej Zbiórki Odpadów. Głównym celem takich punktów jest przyjmowanie odpadów, których nie można wyrzucać do zwykłych pojemników. Mowa tutaj o gruzie, wielkich gabarytach, odpadach niebezpiecznych itp. Również taki przetarg to niewątpliwie ciekawa możliwość do pokazania się i dyskusji Panom z „obozu EKO AB”. Tak czy owak, pojawienie się PSZOKów w Warszawie zdecydowanie poprawi problem przepełniających się pojemników.

Czy można problem odpadów rozwiązać inaczej?

Tomasz Zaliwski zajmował się tą tematyką na blogu, jednak przypomnę raz jeszcze bo problem jak i rozwiązanie ściśle ze sobą się wiążą. Dla przypomnienia chodzi o propozycję dla przedsiębiorstw odbierających odpady. Rozwiązanie firmy Enevo proponuje urządzenie będące czujnikiem napełnienia kosza na odpady. Wszystkie dane są w każdym momencie dostępne poprzez system komputerowy, więc odbiorca wie kiedy należy wysłać pojazd w teren. Według Enevo można w ten sposób zaoszczędzić od 20 do 40 % kosztów transportu.  (Źródło Elektronika w koszach na odpady)

Czy mimo tych wszystkich działań poprawa będzie znacząca? Czy rozwiązanie firmy Enevo sprawdzi się w nowych realiach? W zasadzie wszystko zależy od władz miasta. Można o tym dyskutować.Zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam.
Tomasz Araszkiewicz
odpadyblog.pl