Dzikie wysypiska – wielka kasa kosztem środowiska.

Jak zdążyliśmy się przekonać (i przekonamy się pewnie jeszcze nie raz), odpady to bardzo szeroki problem. Nie tylko w prawie i gospodarce, nawet nie tylko w naszych domach… ale też w lasach, parkach i na ulicach. Śmieci stały się piętnem miejsc, które powinny zachwycać swoich krajobrazem, a zamiast tego budzą niesmak.
Najgorszy jest fakt, że właściwie my sami (jako społeczeństwo) odpowiadamy za obecny stan rzeczy. Jednym z celów nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminie było powstrzymanie praktyk związanych z zaśmiecaniem lasów, podrzucaniem śmieci sąsiadom itd. Czy udało się to osiągnąć? Teoretycznie skoro i tak musimy płacić za odbiór odpadów, nie opłaca nam się pozbywać się ich na „lewo”. Niestety, pozytywne skutki nowych przepisów są widoczne tylko do pewnego stopnia. Wystarczy wybrać się do najbliższego lasu lub parku, by się o tym przekonać. Możemy narzekać na prawo i przepisy, ale prawda jest taka, że śmieci nie leżałyby na łące, gdybyśmy sami ich tam nie wyrzucili.
Z drugiej strony, śmieci nie tylko pojawiają się w lasach, czasem też się zdarza, że z nich znikają. Ale czy jest to skutek nowych przepisów? Z mojego doświadczenia wynika, że raczej działanie kilku zdeterminowanych osób, które dbają o swoje okolice. Jak widać, zarówno dobra jak i zła wola ludzi okazuje się silniejsza od obecnego prawa, co tylko podkreśla jak ważną rolę pełni (lub pełnić powinna) edukacja ekologiczna.
Walory estetyczne i krajobrazowe to jednak tylko część problemu. Bo co innego wyrzucić za siebie papierek, a co innego przyjechać ciężarówką i opróżnić ją w środku lasu… Czy edukacja naprawdę może załatwić sprawę? A może dla niektórych jest już po prostu za późno?

Błędne koło w Chomęcicach

Chomęcice pod Poznaniem wzbogaciły się ostatnio o nową „atrakcję”. Na prywatnej działce piętrzą się hałdy śmieci o wysokości kilku metrów, zwożone ciężarówkami już od dłuższego czasu. Mieszkańcy Chomęcic byli zwodzeni obietnicami segregacji i dalszego transportu odpadów, jednak to co miało być tylko czasowym ich gromadzeniem znacznie się przedłuża. Podejrzane jest również to, że zarówno z właścicielem posesji jak i firmy przywożącej odpady nie da się skontaktować. Wójt gminy jako osoba mająca prawo wydać stosowne decyzje o usunięciu odpadów, ma również związane ręce… właśnie z powodu niemożności skontaktowania się z właścicielem.
Oczywiście prowadzone składowisko jest nielegalne – póki co nie przeszkadza to jednak w jego działaniu.
Najlepsze jest to, że według relacji Głosu Wielkopolskiego, właściciel nielegalnego wysypiska na początkowe skargi mieszkańców Chomęcic odpowiadał zarzutami o „przeszkadzaniu w prowadzeniu działalności gospodarczej”. Bez komentarza.
Video relację TTV można obejrzeć tutaj.

Złoty interes

Składowanie odpadów należało do najprostszych metod ich zagospodarowania, to świadczyło o jej sile i opłacalności. Mimo wszystko, w obecnych czasach nie jest to proste. Oprócz niezbędnych pozwoleń należy dysponować obiektem, który spełnia odpowiednie wymogi techniczne. Składowisko  w pierwszej kolejności powinno być uszczelnione warstwami zarówno mineralnymi jak i syntetycznymi. Dodatkowo instaluje się niezbędny system odgazowania, w celu neutralizacji szkodliwych gazów (które swoją drogą można też wykorzystać energetycznie), a także system drenaży. Na pytanie, co jest w składowiskach najgorsze, odpowiedź jest jednoznaczna: padający na składowisko deszcz przenika przez nie, wymywając z niego wszystkie bakterie i substancje toksyczne. Płyn je zawierający to tzw. odcieki, i stanowią truciznę zdolną skazić gleby i wody gruntowe, a co za tym idzie, są bezpośrednim zagrożeniem dla ludzkiego życia i zdrowia. Dlatego składowisko się uszczelnia, a same odcieki zbiera się do specjalnego systemu drenarskiego, by później je przetworzyć.
Wyobraźmy sobie teraz, że zamiast tych wszystkich systemów, uszczelnień i instalacji ochronnych – które też swoje kosztują – mamy zwykły dół w ziemi, do którego ktoś wrzuca odpady. Dodatkowo, za legalne korzystanie ze składowisk należy wnieść tzw. opłatę środowiskową, która ma min. zachęcać do szukania innych, lepszych niż składowanie sposobów zagospodarowania odpadów.
Jak widać, koszty budowy prawidłowego składowiska, a także koszty jego eksploatacji mogą być całkiem wysokie – jest to dla niektórych wystarczający motyw, by próbować je ominąć.

W oczekiwaniu na lepsze jutro

Dzikie wysypiska nie są jakimś nowym zjawiskiem, był z nimi problem, jest, i pewnie jeszcze przez jakiś czas będzie. W ich kwestii należy mieć nadzieję w poprawieniu i lepszym egzekwowaniu prawa. Ostatnio wiele się mówi na temat inspektoratów ochrony środowiska i zwiększeniu ich uprawnień, co ma stworzyć pewnego rodzaju „policję ekologiczną”. Czy tak faktycznie się stanie i czy będzie to skuteczne – czas pokaże.
Pozdrawiam, Jakub Szostakiewicz, odpadyblog.pl

PS: O składowaniu odpadów pisaliśmy więcej w serii „Co jeszcze można zrobić z odpadami?”