Greenpeace na Pałacu Kultury – impreza odwołana

Zasadniczo to miałem nie pisać na ten temat bo nie widzieliśmy nic poza kilkoma wiszącymi oszołomami, ale sytuacja jest tak kuriozalna, że nie mogłem się opanować. Emocje jeszcze do teraz mną targają. Tak naprawdę nie chodzi o to, że trzech blogerów nie mogło wejść na wystawę ekologiczną. Chociaż dla nas to trochę szkoda, bo teoretycznie moglibyśmy czegoś ciekawego się dowiedzieć. Sprawa jest o tyle poważniejsza, że Pałac Kultury był zamknięty dla wszystkich. Co się z tym wiąże?Wiąże się z tym kilka poważnych problemów, które mają wpływ na życie i funkcjonowanie Warszawy. Na pewno skutki wiszenie kilku gości są większe nić faktyczne korzyści przez nich odniesione. Ktoś powie, że czasem dla protestowania w ważnej sprawie można poświęcić inne sprawy. Otóż to tak nie działa. Czy człowiek, który jest głodny ma prawo okraść starszą osobę na ulicy? Czy protestując przeciwko niskiej stopie życiowej możemy podpalać sklepy i je rabować? Zachowanie Greenpeace jest bardzo analogiczne do wymienionych przeze mnie przykładów. Spójrzmy na tą sytuacje z różnych perspektyw.

1. Greenpeace wisi a straż pożarna zabezpiecza teren – w lokalnej jednostce brakuje „n” pojazdów i załogi. Potencjalny pożar w rejonie może nie zostać ugaszony na czas.

2. Nad bezpieczeństwem protestujących aktywistów czuwają również służby medyczne – analogiczna sytuacja jak ta ze strażą pożarną. Czy w przypadku nagłego wezwania pogotowie będzie w stanie dotrzeć do potrzebującego na czas. Oby dało radę, ale zostawiając jednych wiszących dla innych potrzebujących nigdy nie ma pewności.

3. Policja. Ta nielubiana przez nas służba również zabezpieczała miejsce protestu. Czy nie powinniśmy uważać na swoje kieszenie w metrze, na dworcu czy ogólnie w tłumie? Czy samochody zaparkowane w centrum Warszawy są bezpieczne?  Kota nie ma, myszy harcują.

Kto za bezpieczeństwo kilku wiszących gości z Greenpeace płaci? My wszyscy fundujemy im taką zabawę. W imię czego? W imię ochrony klimatu? Swoją drogą aktywiści mają bardzo egoistyczne pojęcie o ochronie klimatu oraz o reprezentowaniu potrzeb społeczeństwa. Przecież podobno protestujący zawiśli dla głosu społeczeństwa które pragnie, rzekomo, odnawialnych źródeł energii.  Ciekaw jestem czy Greenpeace jako organizacja nastawiona na ochronę przyrody i człowieka, liczy się z tym, że protestując w ten sposób, narażają na utratę życia i zdrowia innych ludzi, do których pomoc w danej chwili może nie dotrzeć na czas.

Ciekawe czy w budżecie Greenpeace przewidziane są jakieś odszkodowania odnośnie takich wypadków? Podejrzewam, że nie. Ich taktyką jest zmiana miejsca wiszenia. Z jednaj gałęzi na drugą. Taktyka stosowana przez orangutany, które zresztą Greenpeace również ochrania. Kto z kim przystaje takim się staje? Obawiam się, że przyroda oraz wspomniane już orangutany mają, dużo większą inteligencję. Jeśli nie tą mentalną to nawet emocjonalną.

Jeśli interesuje Was za czyje pieniądze Greenpeace tak dobrze się bawi i ma w nosie innych ludzi, to polecam przeczytać Ekologiczni judasze – kim są tzw. ekolodzy? Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Piszcie w komentarzach.

Pozdrawiam,
Tomasz Araszkiewicz
odpadyblog.pl