Jaki los czeka Polską energetykę odnawialną? – Oceniamy projekt ustawy OŹE

29 stycznia na stronie Rządowego Centrum Legislacji pojawiła się kolejna już wersja projektu ustawy O odnawialnych źródłach energii. Czy tworzone od dwóch lat przepisy prawne mają szanse polepszyć krajowe realia energetyki odnawialnej?

Aktaualna i prawdopodobnie ostateczna wersja (6.1) projektu ustawy OŹE ma być odpowiedzią na dotrzymanie norm unijnych i usprawnienie dotychczasowo działających mechanizmów wsparcia dla energetyki odnawialnej, których skuteczność pozostawiała wiele do życzenia.

Zielone Certyfikaty

Aktualnie działające przepisy w zakresie energetyki odnawialnej są zawarte w ustawie Prawo Energetyczne. Mechanizm wsparcia opierał się na systemie zielonych certyfikatów. Polegał on na tym, że każdy wytwórca energii odnawialnej otrzymywał tzw. świadectwa pochodzenia energii ze źródeł odnawialnych, z których wynikały prawa majątkowe (zielone certyfikaty) podlegające sprzedaży. Sprzedawanie uzyskanych certyfikatów było więc dodatkowym dochodem wytwórcy energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych.
Czemu ktoś chciałby je w ogóle kupować?
Każdy wytwórca energii musiał regularnie i w odpowiednim terminie albo przedstawić do umorzenia zielony certyfikat (który wygenerował lub kupił) albo wnieść opłatę zastępczą, która w założeniach miała być wyższa niż koszt zakupu certyfikatów. Producenci energii elektrycznej ze źródeł konwencjonalnych byli więc poniekąd zmuszeni do kupowania certyfikatów od „odnawialnej” konkurencji, czym jednocześnie ją napędzali.
System jednak zaczął się zapadać w 2012 roku, gdy ceny certyfikatów i opłaty zastępczej stały się niemal jednakowe. Nastąpiła nadpodaż zielonych certyfikatów, czego przyczyny należy się doszukiwać w dynamicznie rozwijającym się sektorze współspalania biomasy. Gdy wielkie koncerny energetyczne oprócz węgla zaczeły spalać również biomasę, same zaczęły podlegać pod mechanizm wsparcia (jako że spalanie biomasy wlicza się do OŹE). System, który miał wspierać OŹE przestał spełniać swoje funkcje, a zaczął nawet pośrednio pomagać energetyce węglowej. Czy nowe mechanizmy wsparcia rozwiążą ten problem?

Aukcje i prosumenci – wersja 6.1

Początkowe wersje projektu ustawy OŹE zakładały rozszerzenie systemu zielonych certyfikatów. Modyfikacje miały polegać na zróżnicowaniu ilości przydzielanych certyfikatów poprzez wprowadzenie współczynników korekcyjnych dla energii każdego typu. Prowadziłoby to do wspierania niektórych rodzajów OŹE bardziej niż innych – w ten sposób próbowano np. ograniczyć opłacalność współspalania biomasy (dzięki przyznaniu małego współczynnika, ilość certyfikatów byłaby proporcjonalnie mniejsza).
Z jakichś (dla mnie niezrozumiałych) przyczyn pomysł współczynników został wyrzucony do kosza, i pracę nad ustawą rozpoczęto na nowo – tym razem wzorując się na modelach zagranicznych.
System zielonych certyfikatów został ulepszony o pewne mechanizmy obronne zapobiegające nadpodarzy certyfikatów (tzw. zamrożenie opłaty zastępczej) oraz redukcji wsparcia dla współspalania biomasy (poprzez przyznania stałego współczynnika 0,5), jednak owy system ma stanowić tylko przejściowy mechanizm wsparcia prowadzący do zupełnie nowego „systemu aukcyjnego”.
Aukcje na energię odnawialną będzie ogłaszał przynajmniej raz w roku prezes Urzędu Regulacji Energii, wraz z informacjami dotyczącymi maksymalnej ilości i wartości wspieranej energii. Na aukcjach (prawie) każdy wytwórca OŹE będzie mógł zaproponować swoję cenę i ilość sprzedawanej energii, a najlepsze oferty wygrywają. Zwycięzcy otrzymają gwarancję na sprzedaważ swojej energii przez 15 lat – oczywiście system zakłada rówież, że ceny uzyskane na aukcjach będą się kształtowały na poziomie na tyle wysokim, aby producentom OŹE się to opłacało.
Ustawa reguluje również inny ważny aspekt, który potencjalnie może dotyczyć każdego z nas – tzw. energetyki prosumenckiej. Dotyczy to niewielkich instalacji („mikroinstalacji”) do 40 kW montowanych przy gospodarstwach domowych i „zachęt” z tym związanych. Jak ustawa OŹE zachęca nas, zwykłych obywateli, do inwestowania w OŹE? Przede wszystkim niewykorzystany nadmiar wyprodukowanej przez nas energii odnawialnej (np. z paneli fotowoltaicznych) możemy sprzedać do sieci i nie będzie to traktowane jako działalność gospodarcza. Cena takiej energii ma wynosić 80% średniej ceny energii elektrycznej z poprzedniego roku – są to przepisy wprost wyjęte z ustawy Prawo Energetyczne, przepisy nad których sensownością można dyskutować.

Ciemna strona ustawy OŹE

Minister środowiska Maciej Grabowski w ten oto sposób komentuje projekt ustawy OŹE (który – przypomnijmy – jest pomysłem ministerstwa gospodarki):

„Sam system aukcyjny jest tylko elementem tej ustawy. Jak patrzymy na jej całość, to mamy pewne wątpliwości, czy dotychczasowy proces, który do tej pory obserwowaliśmy, czyli powolne dochodzenie do wymagań unijnych, nie zostanie zachwiany. Mam obawy, czy regulacje proponowane w tej ustawie nie doprowadzą do tego, że zejdziemy z dobrej ścieżki. Obawiam się, że ten projekt w niedostatecznym stopniu uwzględnia wymogi unijne związane z minimalnymi poziomami udziału OZE w ogólnym zapotrzebowaniu na energię.”

Wątpliwości budzą zapisy na temat współspalania biomasy, które zostały skonstruowane w sposób umożliwiający ich obejście, a co za tym idzie, uzyskanie wsparcia systemu aukcyjnego.
Inną sprawą jest zablokowanie wsparcia dla elektrowni wodnych o mocy powyżej 5 MW. Jest to spowodowane możliwością zaburzania ekosystemów rzek przez tak duże obiekty – jednak na tą sprawę zapewne każdy ma własne zdanie.
Samo wsparcie dla prosumentów również wydaje się zbyt małe. 80% zeszłorocznej ceny może okazać się niedostateczną zachętą i wstrzymać inwestycje w mikroinstacje OŹE.
Mi osobiście obecny kształt ustawy nie za bardzo przypadł do gustu (w tej kwestii podzielam zdanie ministra środowiska) i liczę, że jednak projekt nie okaże się ostateczny.
Na koniec dodam, że niektórzy prognozują w przyszłości gwałtowny wzrost cen energii – może więc system wspierania OŹE stanie się zupełnie zbędny? Co o tym sądzicie?

Pozdrawiam,
Jakub Szostakiewicz
odpadyblog.pl