Komary – the walking blood.

Nadszedł, w końcu ten moment, w którym małe denerwujące organizmy pojawiły się na świecie. Chodzi oczywiście o komary – u mnie już pojedyncze sztuki latają i tylko kwestia czasu, jak podrosną i będą trapieniem w ciepłe wieczory.
Ciepłe wieczory jak wiadomo są przyjemne do momentu pojawienie się komara, tak więc koniec ze spaniem przy otwartym oknie, co osobiście bardzo lubię, zwłaszcza gdy jest ciepły wieczór. Lubię, zwłaszcza wtedy gdy nie lata mi nic nad głową i nie bzyczy. Chociaż bzyczenie dało by się wytrzymać, ale do tego dochodzi ukąszenie i swędzenie… zresztą każdy na pewno wie o co chodzi:).
Szukając coraz to lepszych sposobów na te małe diabliki znalazłem przepis na komarową pułapkę. Mam nadzieję, że przyda się wam w nierównej walce z naturą. Zwłaszcza tą wylęgającą się w moczarach, kałużach i wszędzie tam gdzie jest ciepło i wilgotno.
Pozdrawiam serdecznie
Tomasz Araszkiewicz
odpadyblog.pl