Lubisz ją, na miejcu i na wynos

rp_kawowy_relaks_fot__segafredo_zanetti.jpg

Każdy ma swoją ulubioną. Jedni  lubią ją mieć przy sobie, Spacerować z nią po ulicach. Mały romans w pracy to dla niej chleb powszedni. Inni lubią być z nią jak najdłużej, delektować się wspaniałym aromatem i smakiem. Tak na prawdę nie ma znaczenia czy na miejscu czy na wynos. Lubisz ją a ona to uczucie odwzajemnia. Jednak czy ta sympatia jest odwzajemniona jeśli chodzi o recykling?

Kawa – lubisz ją. Odpady też?

Kawa to już ikona naszych czasów. Każdy z nas powinien znać co najmniej kilka dobrych kawiarni w swoim mieście. Zwłaszcza tych z powszechnie cenionym i szanowanym logo oraz „lanserskimi” kubkami na wynos. Jeśli z jakiegoś powodu zdecydowaliśmy się już zostać w środku, to ważne by mieć pod ręką książkę lub gazetę. Treść jest w zasadzie nie ważna, nawet lepiej gdy ta będzie w innym języku. W obecnej kulturze kawy chodzi głównie o siedzenie, siedzenie i siedzenie.

Kultura, „lans” czy prawdziwa miłość do czarnego trunku. To wszystko jest nie istotne bo chciałbym skupić się na czymś innym niż degustacja kawy. Chodzi o problem  kubków z których tak ochoczo raczymy nasze podniebienia małą czarną czy pospolitą latte. Czy one w ogóle nadają się do recyklingu?

Różnie z tym bywa. Oczywistą rzeczą jest to, że plastik czy styropian to zupełnie inna bajka jeśli chodzi o ponowne przetworzenie. Jednak jak się okazuje problemem są również kubki z pozoru papierowe. Tutaj już sprawa się zaczyna komplikować i przyznam, że wcześniej nie zwracałem na ten fakt uwagi. Celuloza celulozie nierówna i wszystko zależy od podejścia kawiarni czy raczej dystrybutora papierowych kubków od którego sprzedający nam poranną aromatyczną kawę kupują/dostają nasze problematyczne kubasy.

Część papierowych kubków pokryta jest warstwą polietylenu, która czyni papierowy kubek wszechstronnym. Do tego dochodzą problemy z klejami czy atramentami. Jednak jeśli chodzi o ten nieszczęsny i tajemniczy kubas z polietylenu to niezależnie czy wlejemy do niego coś gorącego czy skrajnie zimnego to będzie on zawsze działał i to działał dobrze. Optymistycznym jest to, że sytuacja zaczyna się poprawiać. Polietylenowa tandeta jest wypierana przez coś co można przetworzyć. Nie jest źle i nadal możemy w spokoju i z czystym sumieniem raczyć się naszymi ulubionymi kawami. Jednak jeśli chcemy być jeszcze bardziej pewni, że nasze upodobanie do symbolicznej małej czarnej nie zagraża całemu światu Armagedonem, możemy przeczytać garść ciekawostek oraz szczyptę ekologicznych  tricków.

Na miejscu i na wynos – zabierz odpady ze sobą

Najprostszym rozwiązaniem wydaje się zakazanie tandetnych kubków, z którymi jest więcej kłopotów niż pożytku. Na taki pomysł wpadł  burmistrz Nowego Jorku, jednak ja jestem zdecydowanym przeciwnikiem. Kawa jest i będzie prawda? Zresztą takie reakcje zawsze wywołuje radykalny odzew. Nic dobrego z zakazów jeszcze nie wyniknęło.

Na trochę lepszy pomysł wpadły kawiarnie z Chicago, które zdecydowały się na produkcję własnych serwetek. Jako surowiec miałyby służyć właśnie papierowe kubki. Rozumiem, że wcześniej polietylenowe trzeba by było zamienić na papierowe. To już jednak kwestia tego co sprzedaje się w kawiarniach. Takie rozwiązania zależą zawsze od polityki. Jak nie od polityki władz miasta to od tego na co zdecyduje się duża sieć serwująca różne wariacje na bazie espresso. Zresztą nie wszędzie jest możliwa taka papierowa rewolucja a to też kolejny problem.

Znowu ratowanie naszej planety przed złymi odpadami pozostaje w naszych rękach. Warto więc stosować własne kubki, które będziemy mogli zabierać w codzienne podróże po naszych ulubionych kawiarniach. To chyba najprostszy sposób do zmniejszenia papierowo-kawiarnianych odpadów.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy chce popylać po mieście z kubkiem. Zresztą nieumiejętne posługiwanie się takimi gadżetami może spowodować wielką  kawową plamę na naszym ubraniu. Warto też wiedzieć, które kawiarnie dbają o brak polietylenu i dziwnych substancji na ich kubkach albo chociaż są w stanie nas zaopatrzyć za małe pieniądze w ichniejszy kubek wielorazowy. Z doświadczenia wiem, ze Starbucks ma takie rzeczy swojej ofercie i dba o swój środowiskowy wizerunek. Zdaje się, o ile dobrze pamiętam. że taki kubek wielorazowy kosztuje z 10zł. W razie co, gdyby gdzieś komuś się zawieruszył to dycha nie jest jeszcze wielką tragedią.  Poza tym chyba jest tak, że przychodząc do kawiarni z własnymi kubkami, kawa wychodzi trochę taniej. Tak przynajmniej jest na zachodzie. Nie wiem czy już ten poziom cywilizacji został osiągnięty u nas. Jeśli tak to wychodziłoby na to, że dbając o środowisko można jeszcze na tym zaoszczędzić. Nic tylko pić kawę, być eko i nie tracić nic z lansu. Swoją droga czy widzieliście rewolucję „własnych kubków” w amerykańskiej policji?

Zapomniałem jednak o najistotniejszej rzeczy, w całym tym bałaganie kubkowo-recyklingowym. Kubki na wynos są po to by mieć je ze sobą na ulicy, w autobusie lub zatłoczonym metrze. Gdy wypijamy kawę to pozbywamy się takiego kubka pierwszym napotkanym koszu na śmieci czyli pierwszej lepszej okazji. Ważne więc jest zagwarantowanie odbioru takich materiałów z głównego strumienia odpadów komunalnych i właściwe ich przetworzenie. Tutaj  paląca potrzeba rewolucji jest od lat ta sama. Czy coś się zmieni? Miejmy nadzieję. Pożyjemy – zobaczymy.

Pozdrawiam.
Tomasz Araszkiewicz
odpadyblog.pl