Pokochaliśmy stmutek i autobusy – odpady kochają jeszcze bardziej

rp_11313_b.jpg

My Polacy kochamy smutne rzeczy. Cóż się dziwić skoro najpiękniejszą porą roku, w rożnego rodzaju przysłowiach, okrzyknęliśmy jesień. Zresztą ta pora roku i tak jest wyjątkowo wesoła w porównaniu z tym co możemy podziwiać na ekranach naszych telewizorów. Mam dla Was złą wiadomość. Ten stan rzeczy nie prędko się skończy.Smutek ma szanse zagościć na srebrne ekrany ponownie za sprawą powracającego spotu reklamowego o pewnym autobusie. Pamiętacie? To ten gość, który został wykluczony z blaszanego społeczeństwa i sczezł gdzieś na podmiejskim złomowisku. Spot reklamowy miał szokować. Zachęcić rodziców do sprawdzenia stanu technicznego autobusów przed wypuszczeniem swoich dzieci na wakacyjne wycieczki.

Od niedawna w internecie krąży kontynuacja kampanii o smutnym autobusie. Zobaczcie sami jaki kosmos zgotowało nam tym razem MSW. Jest szansa na viral? Pewnie jest.

Czy tylko autobusy są smutne? Odpady kochają go jeszcze bardziej.

Autobusy powiedziałbym to pojazdy bardzo optymistyczne w porównaniu do zużytych sprzętów elektrycznych i elektronicznych. Weźmy taką lodówkę czy ogólnie sprzęt chłodniczy. Haruje taka szafa chłodnicza cały rok. Niech tylko zrobi się cieplej to bez wyjątku każda lodówka, chłodziarka, zamrażarka czy inne chłodnicze urządzenie wylewa z siebie siódme poty. Czasem gdzieś w smażalni na mazurach albo nad morzem przy deptaku. Któż nie lubi rybki nad jeziorem albo lodów nad morzem?

Warto więc zadbać by również w mediach pojawił się spot reklamowy uczulający nas na losy na prawdę zapomnianych lodówek. Gdzieś  worku z internetem można nawet znaleźć jakieś próby zwrócenia uwagi społeczeństwa na problem odpadów i zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Wychodzi jednak na to, że autobusy i martwe dzieci są bardziej medialne

zdjęcie pochodzi z Oddaj nam to – Elektrorecykling

Temat odpadów jak zwykle pomijany w mediach. No chyba, że ktoś gdzieś namierzy tajne wysypisko w żwirowni albo dziką śmieciową polanę w lesie. Przykre to trochę, bo życie takiej, potocznie mówiąc „lodówy”, nie jest wcale łatwe i przyjemne. Kończą się one szybciej niż nam się może wydawać. Potem przy recyklingowaniu takiego delikwenta też nie lada kłopotu. Pozbyć się z niego całego żelastwa i innych niepotrzebnych rzeczy. Odessać freon i to najlepiej kilka razy a wszystko to po to by na końcu taką lodóweczkę, czasami w postaci szafy chłodniczej, pociąć na drobne kawałki. Poszczególne szczątki lodówki najczęściej lądują w osobnych pojemnikach. Wiadomo, że segregacja musi być. Nie ma tutaj litości.  Zobaczcie sami. Poniżej krótki film pokazujący ostatnią drogę lodówek. Zapraszam chociaż na chwilę do Saragossy.

Zacząłem wpis zdaniem, że lubimy smutek. Kurczę właśnie narzekałem aż do tej pory. Straszne. Wracając do obszarów optymizmu gdzie słońce jeszcze świeci i wszystko jest radośniejsze muszę powiedzieć, że mam nadzieję na powstanie spotów w podobnym stylu zdjęcia z ponurą lodówą. Może się okazać, że udałoby się udzielić odpowiedzi na pytanie „Jak żyć, Panie Premierze”.  Szczerze mówiąc ja już teraz odpowiem na tą niewyjaśnioną zagadkę i wiem, że się ze mną zgodzicie. Jak żyć? Zrównoważenie.

Pozdrawiam.
Tomasz Araszkiewicz
odpadyblog.pl