Smart City, czyli historia o nadchodzącej przyszłości

Wyobraźcie sobie świat bez zadymiających niebo czarnym dymem kominów, świat z czystą, pitną wodą w każdej rzece i wreszcie świat, w którym człowiek jest częścią środowiska, a nie jego niszczycielem. Niestety wizja ta nie może zostać prędko spełniona, bo nasza cywilizacja nie jest „smart”. Jeszcze.Wprawdzie widok wydobywającego się z przemysłowych kominów czarnego dymu należy już do rzadkości, ale wychodząc na spacer do lasu wciąż można natknąć się na psujące krajobraz góry śmieci. Jest to zresztą powodem wielkiego zamieszania w krajach UE, które obecnie stawiają na ekologię, odnawialne źródła energii i efektywną gospodarkę odpadami. Gdzieś tam hen daleko, w mitycznych krainach, powstają nawet innowacyjne inwestycje, projekty całych miast opartych o nowoczesne, prośrodowiskowe rozwiązania. I niedawno uświadomiłem sobie, że te krainy wcale nie muszą być ani odległe, ani mityczne. Może brakuje nam inwestycji czynionych z ogromnym rozmachem, jednak trzeba pamietać, że przecież nie o rozmach chodzi – bo chodzi o środowisko… no i o pieniądze, jak zawsze. A niekiedy jedno może pozytywnie łączyć się z drugim.

Smart City

Brzeziny, niewielkie miasto nieopodal Łodzi. Niewielkie, i już niedługo „inteligentne”, gdyż planowana modernizacja może wkrótce odmienić jej wizerunek. Zaczęło się od chęci zaopatrzenia kilku miejskich budynków w czystą, słoneczną energię. Okazało się jednak, że w kontekście planowanych przepisów prawnych związanych z OŹE (pisaliśmy o tym tutaj), podłączenie instalacji fotowoltaicznych wprost do publicznej sieci będzie na dłuższą metę nieopłacalne (akcyza, sprzedaż energii po nieatrakcyjnych cenach). Spróbowano więc zupełnie innego rozwiązania – stworzenia własnej sieci. A miał być to dopiero początek.

Zielona, czysta… ekonomiczna?

Zespół instalacji połączonych w sieć musi mieć przecież swój drugi koniec. Skoro energia wchodzi, musi też gdzieś wyjść. I tak też, obecne plany zakładają zaopatrzenie w zieloną energię większości miejskich budynków, zbudowanie stacji ładowa samochodów elektrycznych (i oczywiście zakup takowych) oraz instalacje na ulicach ledowych latarni sprzężonych z czujnikami ruchu, a nawet podgrzewanie miejskiego kąpieliska. Wszystko to wymaga trochę więcej energii niż początkowo przewidziano, a więc obok instalacji fotowoltaicznych umieszczonych na kilku budynkach oraz całej farmy, powstanie również druga, farma wiatrowa. Co ciekawe, mają być to elektrownie o pionowej osi obrotu, które zdaniem burmistrza mają być przyjaźniejsze dla środowiska i mieszkańców, niż bardziej typowe wiatraki energetyczne.


Przykład elektrowni wiatrowej o pionowej osi obrotu (VAWT)

Ale, słońce świeci tylko w dzień, a i wiatr nie zawsze wieje, za to człowiek potrzebuje energii cały czas. Postanowiono więc zbudować kolejny obiekt, elektrownie szczytowo-pompową wraz z wieżą ciśnień, w celu magazynowania energii.
Cały projekt „smart city” ma kosztować około 16 mln złotych. Część kwoty ma pokryć fundusz Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, chociaż władze miasta liczą również na dotacje z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Ważne jest natomiast, że inwestycje pozwolą oszczędzić w budżecie milion złotych rocznie, który początkowo ma być wydawany na rozwój kulturalny miasta – ale przecież nie samą energią człowiek żyje.
W całym projekcie jednak równie bardzo chodzi o wizerunek – miasta, które zamierza się wyróżnić i pokazać od dobrej strony, a osobiście mam nadzieje, że da również przykład innym. Jeśli rozwój naszej cywilizacji pójdzie właśnie w kierunku takich smart-miast, może doczekamy się spełnienia wizji, o której pisałem na początku: czystego nieba, czystej wody i naszego czystego sumienia.

Pozdrawiam,
Jakub Szostakiewicz
odpadyblog.pl