Spalam się ze wstydu, rzecz o nieświadomości i spalaniu śmieci.

Winter is coming! Tymi słowami ze znanego i lubianego serialu podsumować można to, co dzieje się za naszymi oknami już od kilku tygodni. Temperatura spada, a człowiek rzecz oczywista potrzebuje ciepła. W ten sposób zaczyna się nasza niekoniecznie miła zimowa przygoda, bo zamiast zapachu zimy i orzeźwiających podmuchów mroźnego wiatru często w powietrzu czujemy słodkawo- duszącą woń unoszącą się dookoła.

Niska emisja, bo tak ładnie nazywa się to zjawisko to nic innego jak spaliny, które emitowane są w momencie, kiedy w piecu domowym spalane są odpady.

Spalanie odpadów niesie za sobą cały wachlarz zagrożeń związanych z emisją szkodliwych substancji takich jak: wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (WWA), dioksyny, furany oraz metale ciężkie: rtęć, kadm, ołów, a także tlenki siarki i azotu. Substancje te, są odpowiedzialne głównie za choroby układu oddechowego i krążenia, uszkodzenia wątroby, alergie, a w efekcie za wzrost śmiertelności ludności na terenach o wysokich wskaźnikach emisji tych substancji. Przyczyną szkodliwych emisji jest zbyt niska temperatura spalania (200-500˚C), którą uzyskujemy w piecach nie przystosowanych do spalania tego typu paliwa, a na ich szkodliwe działanie narażone są przede wszystkim osoby starsze i dzieci.

Nazwa „niska”, bynajmniej nie pochodzi od tego, że emisja ta ma niski stopień szkodliwości. Emisja jest niska ponieważ emitowana jest na małych wysokościach (kominy domów jednorodzinnych). Należy powiedzieć, że jest ona bardziej szkodliwa od emisji wysokiej (emisja z wysokich kominów fabryk, elektrociepłowni), głównie dlatego, że zanieczyszczenia emitowane na większej wysokości ulegają rozwianiu i rozproszeniu. Natomiast spaliny emitowane z niskich kominów, błąkają się pomiędzy domami i ludźmi, stwarzając ogromne zagrożenie dla naszego zdrowia. Innym, bardziej widocznym skutkiem niskiej emisji jest czarny osad (sadza) osadzający się na elewacjach budynków, samochodach i wszystkich innych obiektach, zimą widoczny również na śniegu.

Dlaczego tak się dzieje? Z pewnością wpływ na ten przykry stan rzeczy ma niski poziom świadomości oraz poczucie bezkarności.

 Kary za spalanie śmieci są dosyć wysokie (mogą wynosić nawet 5 000 zł), niestety aby mandat został wystawiony, delikwent spalający śmieci w domowym piecu musi zostać złapany na gorącym uczynku, co niestety nie jest proste, bo przecież nikt nie będzie prowadził 24- godzinnych obserwacji wszystkich budynków mieszkalnych.

Niski poziom świadomości, powinien znacznie podnieść się, wraz z wejściem w życie zmian w Ustawie z dnia 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz Ustawy z dnia 14 grudnia 2012 r. o odpadach. Oczywiście nie każdy musi znać ustawy na pamięć, dlatego z pomocą przybywa gmina, która ustala stawkę, jaką każdy mieszkaniec musi zapłacić za gospodarowanie odpadami. To również gmina decyduje w jaki sposób, z jaką częstotliwością odebrane zostaną od mieszkańca odpady, a także gdzie trafią później. Bardzo dziwny jest wobec tego fakt, że ludzie pomimo tego, że płacą za odbiór odpadów, nie oddają ich, ale palą nimi w piecach.

Nie bez znaczenia pozostaje kwestia cen węgla, drewna i oleju opałowego. Dlaczego jednak z oszczędności narażać siebie i innych na choroby? Przecież potem wizyty u lekarza będą wielokrotnością tego, co zaoszczędziliśmy na wydatkach na opał. Na to pytanie niestety nie potrafię odpowiedzieć, pozostaje jedynie mieć nadzieję, że coraz większa liczba kampanii informacyjnych oraz zmiany w prawie zaczną wkrótce przynosić widoczne dla naszego zdrowia i środowiska efekty.

Autor: Monika Michalska
odpadyblog.pl