Warszawski przetarg czy wielka świąteczna pomoc?

Dzisiaj jak wszyscy dobrze wiemy, Pan Owsiak wraz ze świąteczną pomocą ratuje świat. Nie mam zamiaru pisać o tym, czy to dobrze czy źle. Każdy ma swoje zdanie na ten temat i „wspiera” lub nie. Jednak zanim wieczorem ogłoszone zostaną zebrane kwoty i ich niebotyczne sumy pieniędzy warto wiedzieć, że w piątek w Krajowej Izbie odwoławczej toczyły się po raz kolejny losy warszawskiego przetargu. Tym razem pod hasłem „gruba kasa”.

Krajowej Izbie Odwoławczej została przedstawiona decyzja biegłego o tym, że MPO oferowało ceny  poniżej przetargu. Nic odkrywczego nie stwierdzono, jednak odroczono rozprawę, w związku  pojawieniem się pytań do Pana biegłego, którego nie było na sali. Zapewne mydlana śmieć-opera jeszcze przez długi czas będzie się toczyć.

Dlaczego odpadowy serial ” przetarg warszawski” trwa ta długo?

Powody do rozczulania nas, czyli widzów są proste. MPO dozbiera ew. brakującą kasę albo zdecyduje się w końcu co chce zrobić z odpadami odbieranymi od mieszkańców Warszawy. Biorąc pod uwagę stosunek cen za odbiór odpadów do kosztów całego procesu, najprawdopodobniej będzie to wywiezienie większości strumienia na składowiska. Okoliczni mieszkańcy znowu zostaną przywitani słodko-kwaśno-gorzkim zapachem z domieszką nuty g. a po zaprotestowaniu porównani do słoików, którzy nie mają prawa mówić rodowitym z MPO co robić a czego nie. Efektem będzie pewnie dalsze przeciąganie daty zamknięcia składowiska.

Jak to się stało, że Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania mogło, w ogóle, wziąć udział w przetargu?

Sprawie dokładnie przygląda się prokuratura. Jednym z warunków uczestnictwa w zabawie pod tytułem przetarg na odbiór odpadów, było wykazanie takiej sprawności finansowej firmy. W tym celu MPO miało przedstawić wyciąg z konta bankowego na którym widniało 65 mln złotych. Nic w tym nie byłoby dziwnego, gdyby wyciąg z konta był zrobiony na koniec dnia i pokazywał to co działo się na koncie przez cały dzień. Tymczasem na kwitku MPO widniała godzina 10:24.  Wojciech Byśkiniewicz, prezes warszawskiego BYŚ’a podejrzewa, że może to być chwilowy zastrzyk gotówki, dokonany jedynie w celu wykazania sprawności finansowej.

Podejrzewam, że tak właśnie było. Zresztą zapewne nie jeden uczestnik jakiegokolwiek przetargu zrobił coś takiego nazywając swoje działania ” kreatywną księgowością” lub po prostu kreatywnością w biznesie. To co mnie niepokoi to fakt małej ilości sprytu lub mówiąc prosto z mostu niewielkiej inteligencji MPO. Nie stać ich było na potrzymanie kwoty na koncie co najmniej 24 godz? Jeżeli pieniądze zostały przelane a po chwili oddane, to ja z kolei podejrzewam, że Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania mogło je mieć z niepewnego źródła. Jednak to dopiero się okaże w późniejszych odcinkach serialu. Jedno co jest pewne to to, że jeśli tak ma wyglądać kreatywność w gospodarce odpadami w Polsce to tacy ludzie powinni dać sobie z tym spokój. Wystarczyłoby porozmawiać i zaplanować porządnie cały proces od przetargu aż do zakończenia działalności. Do tego jednak potrzebna jest umiejętność pracy w zespole oraz minimalna pokora. Nie oszukujmy się, zapewne większość inwestycji w Polsce realizowana jest mniej lub bardziej metodą „kreatywnego biznesu”. Te rzeczy, które zakończyły się sukcesem i przynoszą korzyści są prowadzone przez osoby, które znają mechanizmy ekonomiczne czy ogólnie mówiąc biznesowe. „Hajs się musi zgadzać” i tonie tylko przez 5 minut. Więcej na temat sprawy z piątku można przeczytać tutaj.

Pozdrawiam.
Tomasz Araszkiewicz
odpadyblog.pl