Wojewoda uchylił pozwolenie na budowę składowiska w Zielonce

Wpis o składowiskach odpadów jeszcze ciepły, jeszcze nie zdążył sczerstwieć a tutaj kolejna edycja dotycząca rosnących i planowanych gór śmieci. Jeżeli więc chodzi o przyszłość tej inwestycji to nie jest to nic pewnego. Czy Zielonka w końcu doczeka się składowiska odpadów? 

O planowanym składowisku, które ma powstać pod Warszawą pisaliśmy już na blogu. Warto sobie przypomnieć wpis Jakuba Szostakiewicza - Nowe składowisko odpadów pod Warszawą. Wiele się działo przez ostatni rok w tej sprawie. Protesty mieszkańców, upór i dążenie do realizacji inwestycji MPO a ostatecznie wojewoda uchyla pozwolenie na budowę składowiska odpadów. Co tak naprawdę dzieje się w Michałowie? Obejrzyjmy zatem wspólnie sprawę z obydwu stron.

Wojewoda uchylił pozwolenie na budowę składowiska w Zielonce

Pierwszym, który rzucił kamień było Nadleśnictwo Drewnica. Dzięki nadleśnictwu spirala wydarzeń została wprawiona w ruch. Czy to dobrze, czy nie dobrze to zależy po której stronie akurat się znajdujemy. Sytuacja z zaskarżaniem Obecnie sprawa wygląda tak, że wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski uchylił pozwolenie na budowę składowiska odpadów j Zielonce. Oznacza to, że Starosta wołomiński będzie musiał ponownie rozpatrzeć sprawę.  Miejskie Przedsiębiorstwa Oczyszczania musi chwilowo wstrzymać się z inwestycją, jednak trudno wywnioskować jakie myśli kłębią się panom z MPO w głowach, ponieważ nikt z nich nie zdecydował się komentować sprawy.  

Do tej pory wiadomo, że  zdaniem wojewody decyzja starosty wołomińskiego o udzieleniu pozwolenia na budowę składowiska jest niezgodna z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego i to w zakresie sposobu unieszkodliwiania ścieków i odcieków powstających w ramach działalności składowiska. Decyzja starosty również pozostawia wiele do życzenia jeśli chodzi o kwestię decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach czy odprowadzania i unieszkodliwiania gazu składowiskowego.

Co na to starosta?

Wniosek MPO jeszcze raz będzie musiał być rozpatrzony. Nic innego staroście nie pozostaje w tej sytuacji. Wszelkie istotne kwestie na które została zwrócona uwaga powinny być przeanalizowane ponownie. Po pierwsze warto jeszcze raz zadać sobie pytanie na jakim obszarze planowane jest składowisko odpadów i czy przypadkiem nie jest to Warszawski Obszar Chronionego Krajobrazu. Jeśli tak, to czy izolacyjna strefa przewidziana wokół składowiska jest wystarczająca i faktycznie jest w stanie zminimalizować ewentualne uciążliwości? 

Powstanie składowiska zostanie opóźnione i pewnie nieprędko mieszkańcy Zielonki i okolic będą mogli je podziwiać. Wszystko za sprawą planowanych obecnie konsultacji społecznych planowanych przez wojewodę. Warto też, by oprócz tego władze lokalne poszerzyły zasób szczegółowych informacji na temat planów dotyczących budowy oddziaływania składowiska. Z tym jak widać jest trochę kłopotu i być może niepotrzebnie mieszkańców trzyma się w permanentnym stanie poddenerwowania.  Wszystko się okaże, jak władze lokalne przeprowadzą rzetelną analizę inwestycji. 

Co na to MPO?

Obecnie całej sytuacji nie komentuje Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania, jak zresztą twierdzi  musi zapoznać się dokładnie z uzasadnieniem tej decyzji. Ile takie zapoznanie potrwa, ciężko stwierdzić. Można zakładać, że za kilka dni powinien pojawić się jakiś komunikat.Pomimo tego, że MPO milczy w chwili obecnej to warto przypomnieć wypowiedzi, które głosiło jakiś czas temu. 

W styczniu tego roku prezes MPO twierdził, że odpady kierowane na składowisko w gminie Zielonka, nie będą uciążliwe dla okolicznych mieszkańców. Nie dość, że sąsiedzi śmieciowej górki mogą spać spokojnie bo żaden szkodliwy odpad im nie zagraża, to okoliczni mieszkańcy mogą oddychać spokojnie bo składowisko nie będzie generować żadnych uciążliwych zapachów.

Na teren planowanego składowiska trafiać mają  śmieci po higienizacji, nie zawierające żadnych szkodliwych bakterii. Zgodnie z zapowiedziami MPO mają to być żużle, które powstaną w spalarni odpadów, które wcześniej poddane będą procesowi waloryzacji. (odzysk metali żelaznych i nieżelaznych).Tak przygotowane odpady będą składowane jako materiał obojętny. Czy słysząc taką wypowiedź prezesa MPO, możemy odetchnąć z ulgą? Teoretycznie nie ma się czego obawiać. W końcu odpady „pospalarniowe” mogą być wykorzystane jako kruszywo pod budowę dróg czy do utwardzania terenu. Jednak mając w pamięci to co dzieje się na Radiowie i to w jaki sposób tamtejsi mieszkańcy protestują, sąsiedzi składowiska odpadów również mają wątpliwości. 

Mieszkańcy o składowisku

Mieszkańcy standardowo protestują, jednak trudno jest się im dziwić. Obawa przed pojawieniem się śmieciarek i to setek dziennie jest uzasadniona. Stan polskich dróg i tak nie jest  zachwycający a rozjeżdżenie i tak dziurawej jezdni przez setki pojazdów,  nie napawa optymizmem.  Co prawda MPO oszacowało, że dziennie odpady na składowisko będzie transportować 30 śmieciarek, jednak mieszkańcy tak jak św. Tomasz- nie uwierzą dopóki nie zobaczą.

Kolejną sprawą niepokojącą potencjalnych sąsiadów śmieciowej górki w Gminie Zielonka jest park technologiczny, który łączyłby recykling z odzyskiem energii. Ten kompleks zawierać miałby taką instalację jak biogazownia, punkt selektywnej zbiórki i kompostownia odpadów. Dla mieszkańców to za dużo drażliwych kwestii. Biogazownia = smród. Kompostownia odpadów zielonych. = jeszcze większy smród a w dodatku przykład Radiowa zdaje się to potwierdzać.  Zapewnienia MPO, że nie powstaną żadne uciążliwe zapachy, nie przynoszą żadnych skutków. 

Czy jest się czego obawiać?

O ile składowisko odpadów obojętnych, czyli odpady po higienizacji nie powinny stanowić większego problemu, to problem może pojawić się w przypadku kompostowni i biogazowni. Nie chodzi nawet o to czy z tych instalalacji będzie faktycznie komuś śmierdzieć czy nie. Problem dotyczy tego, że nie można odwołać się do żadnego istniejącego aktu pranego, który określałby jakiekolwiek normy odorów. 

W kwietniu 2011 r. odbyły się konsultacje społeczne i projekt zapowiadanej ustawy antyodorowej wkroczył w kolejne etapy procesu legislacji. Jak pamiętacie w tym roku 9 kwietnia po czterech latach mozolnych prac nad ustawą odorową, Janusz Ostapiuk, oznajmił wszem i wobec., że ustawy nie będzie. Oficjalnym powodem tego typu decyzji jest m.in. fakt, że przy obecnym stanie wiedzy niezwykle trudne jest zmierzenie poziomu odorantów w powietrzu.

Ministerstwo mimo wszystko przygotowuje kodeks dobrych praktyk, który ma proponować różne rozwiązania zmniejszające uciążliwości zapachowe. Kodeks kodeksem jednak nie określi on jednoznacznie czy to co wykręca nasz nos i twarz jest dla drugiego człowieka przykrym zapachem, smrodem czy czymś zupełnie nie do wytrzymania. 

Mieszkańcy będą zatem protestować, bo żyć w smrodzie nie sposób. MPO twierdzić będzie, ze przecież nic nie śmierdzi i w obecnej sytuacji każdy z nich będzie miał rację. Jak żyć panie premierze?

Pozdrawiam.
Tomasz Araszkiewicz
odpadyblog.pl

  • Karol Wolny

    Jasne… Najlepiej żeby nie było żadnych wysypisk a ludzie nie produkowali śmieci tyle że na razie tak nie jest. Warszawa ma utonąć w śmieciach bo nie ma nowego wysypiska? Od tego są nowoczesne technologie żeby było jak najmniej uciążliwe ale być musi i tyle.
    A paranoicy protestujący przeciw wszystkiemu i wszędzie byli i będą tyle że oni też muszą gdzieś wyrzucać śmieci…

    • OdpadyBlog.pl

      To prawda. Odpady były są i będą. Nic się na to nie poradzi. Składowiska powinny być, zgodnie z ustawą i hierarchią postępowania, wykorzystywane dla odpadów resztkowych. Recykling powinien być promowany przede wszystkim. Jednak życie skutecznie depcze teorię.
      Tomasz Araszkiewicz

  • Robert Winnicki

    A propos protestów… Wyjątkowo groteskowe są te które dotyczą radiowa. Pokupowali działki za grosze dlatego że przy wysypisku a teraz protesty że wysypisko jest obok. Albo są wyjątkowo bezmyślni że dopiero zorientowali się że od chyba 50 lat jest tam wysypisko albo wyjątkowo bezczelni. Kupując działkę np. przy okęciu akceptuję hałas i samoloty, nie robię dzień później protestu bo samoloty spać nie dają.

    • OdpadyBlog.pl

      Wie Pan argument taki, że jak smierdzialo przez 50 lat i było dobrze,dobrze to niech niech śmierdzi dalej, to żaden argument. To samo można powiedzieć o ludziach na Dolnym śląsku, którzy mieszkają na obszarach zalewowych. Po co tam pokupowali mieszkania? Bo nie było ich stać na nic innego. Niestety, każdy chce mieszkać, zarabiać, żyć a najlepiej w Warszawie. Tak już jest, że wszyscy opuszczają swoje rodzinne piękne miasta, przyjeżdżają do stolicy i siłą rzeczy zaśmiecają ją produkując odpady.

      Radiowo to problem kompostowni odpafów, która chyba tam już przeżywa kolejną już młodość. Gdyby poprawić system audytów takich instalacji, możnaby zamknąć stare, modernizować to co się da i budować nowe. Przynajmniej nie tylko na zasadzie dobrej woli właścicieli.

      Fakt – protesty ws. Radiowa są wyjątkowo przykre do oglądania. Ludzie nie mają szans nawet uargumentować co, jak śmierdzi i o ile przekracza normy bo:
      – Brak ustawy odorowej
      – Taniej składować niż odzyskiwać czy recyklingować.
      – Arogancja ludzi decyzyjnych
      – Protestują trochę po omacku

      Przykro się patrzy jak się męczą ale może kiedyś coś wymęczą. Osobiście w to wątpie. Ustawa odorowa już była olewana przez nie jeden rząd.
      Tomasz Araszkiewicz