Zagraniczne odpady niebezpieczne trafiają do Polski – co ze środowiskiem?

Do Polski mają trafić 72. tony skondensowanych pestycydów klasyfikowanych jako odpady niebezpieczne. Do kraju przybędą z Salwadoru, a ich ostatecznym celem jest przemysłowa spalarnia odpadów w Strzemieszycach, w Dąbrowie Górniczej.

Odpady niebezpieczne dla mieszkańców?

Informacja o transporcie odpadów oburzyła mieszkańców Strzemieszyc i stała się przyczyną lokalnego protestu. Oczywiście każdy z nas będąc na ich miejscu miałby prawo czuć się nieswojo – unieszkodliwianie odpadów w sąsiedztwie zabudowań mieszkalnych zawsze wzbudzało jeśli nie kontrowersje, to przynajmniej wątpliwości. A tym razem nie są to byle jakie odpady, bo dość egzotyczne – przynajmniej ze względu na miejsce ich wytworzenia – gdyż z charakteru są to dobrze nam znane pestycydy. Dobrze znane, co nie znaczy, że dobre dla nas i środowiska…

Bez owijania w bawełnę, odpady niebezpieczne nie bez powodu nazywane są niebezpiecznymi. Ale też nie bez powodu dostały zgodę na unieszkodliwienie w zakładzie Sarpi, za bezpieczeństwo którego ręczy Główny Inspektor Ochrony Środowiska. Spalarnia – aby móc powstać i pracować – musi spełniać bardzo rygorystyczne normy związane z ochroną środowiska, szczególnie jeśli jest to spalarnia odpadów niebezpiecznych. Przedstawicele firmy Sarpi oczywiście twierdzą, że mają wszystko pod kontrolą i że trafiające do nich odpady zostaną „zutylizowane” w sposób nieszkodzący ludziom i środowisku.

„Są to odpady, które przyjmujemy od 10-15 lat. Rzeczywiście, ma do nas dotrzeć taki transport. Zdajemy sobie sprawę, że być może brzmi to groźnie, ale zapewniam, że tak nie jest” – mówi nam Karina Szafranek-Braś, dyrektor sprzedaży i marketingu Sarpi Dąbrowa Górnicza.

„Nie chcemy mieszkać w towarzystwie śmieci”

Zapewnienia Sarpi oraz GIOŚa to za mało dla mieszkańców Strzemieszyc. Wystosowali oficjalną petycję, w której domagają się zaprzestania wwożenia i unieszkodliwiania zagranicznych odpadów na terenie Dąbrowy Górniczej (treść petycji można przeczytać tutaj).

Dobra, z jednej strony rozumiem mieszkańców – raz, że odpady niebezpieczne, dwa, że w grę wchodzą duże pieniądze. A gdy tak się dzieje, dobro zwykłych ludzi niestety często schodzi na dalszy plan. Jednak z drugiej strony, wszystko to zdobyło niezbędne zezwolenia i wygląda na to, że dzieje się zgodnie z (dość restrykcyjnym) prawem. Z wywiadów z mieszkańcami Strzemieszyc wynika fakt, że oni NIE WIEDZĄ co dokładnie się dzieje z tymi odpadami, i co za tym idzie, czy są niebezpieczne. W pewnym sensie zawiodła więc komunikacja.

Niemniej, jeśli istnieje uzasadnione podejrzenie, że dochodzi do zatruwania środowiska i ludzi w nim żyjących, na pewnie nikomu by nie zaszkodziło zorganizowanie dodatkowych, niezależnych badań które mogłyby to potwierdzić lub obalić – chociażby po to, żeby uspokoić sytuację.

Pozdrawiam,
Jakub Szostakiewicz
odpadyblog.pl

  • Bartek Biesiadny

    Sorry – takie mamy państwo teoretyczne – i po „kamieni kupa” należy dodawać „oraz odpadów niebezpiecznych fura”…

    • Niestety, brak komunikacji z lokalną społecznością to najgorsza rzecz jaka może się wydarzyć w gospodarce odpadami. Odpady to tak różnorodna mieszanina, że można znaleźć w niej dosłownie wszystko i w dowolny sposób pobudzać wyobraźnie społeczeństwa.

  • No i po krzyku…