Zamykanie i rekultywacja składowisk – raport NIK

Czy wiecie co dzieje się na tych wszystkich składowiskach, które nie spełniają unijnych dyrektyw? Najwyższa Izba Kontroli opublikowała w ostatnich dniach raport dotyczący zamykania i rekultywacji składowisk. Z tego opracowania wynika kilka rzeczy ale jedna nie daje mi spokoju.  Jest to dla mnie prawdziwa incepcja i mimo, że rozumiem o co chodzi to wyobraźnia szaleje. Na składowiskach niespełniających dyrektyw funkcjonują dzikie wysypiska.

Z pełną treścią raportu możecie zapoznać się tutaj

Jak jest z z tym zamykaniem i rekultywacją składowisk?

 

Teoretycznie wraz z końcem 2009 r. miały zostać zamknięte wszystkie te składowiska, które nie spełniają dyrektyw unijnych. Jak nie trudno się domyślić skończyło się na dobrych chęciach, ponieważ jeszcze w grudniu 2009 r. nie zamknięto nawet 300 składowisk.  W tym okresie , zgodnie z treścią raportu :

funkcjonowały 264 niezamknięte składowiska odpadów, które nie spełniały wymagań prawnych. Po tym okresie zamknięto 181 takich obiektów. Kontrolowani marszałkowie zamknęli łącznie 73 składowiska. Do dnia zakończenia kontroli, na terenie województw objętych badaniem, nie zamknięto siedmiu składowisk (trzech w województwie mazowieckim i czterech w województwie podlaskim).

Przenieśmy się do 2012 bo wydawać by się mogło, że czas mógł działać na korzyść całej akcji zamykania i rekultywacji. Na początku roku niestety niewiele się zmieniło. Nadal działało 180 składowisk niespełniających wymagań a pomimo tego duża część z nich w dalszym ciągu deponowała u siebie odpady. Jak nietrudno się domyślić Polska nie wypełniła zobowiązań unijnych i znalazła się w czarnej D.

Czy w 2015 będzie lepiej?

 

Niestety, z pustego i Salomon nie naleje. Z czarnej D nie da się szybko i łatwo zrobić diamentu. Sześć lat po terminie czerń D wydaje się pogłębiać. Szacuje się, że  w 2015 r. 20 składowisk nadal formalnie nie zostało zamkniętych i na części z nich składuje się odpady i co ciekawe, że niektórych składowiskach powstają duże dzikie wysypiska.

Dzikie wysypiska na składowisku odpadów? Jestem ciekawy jak do tego doszło – ktoś czegoś nie zauważył? W między czasie zamknięto ale nie zrekultywowano? Zrekultywowano ale nie zauważono? Tak jak mówiłem, wyobraźnia szaleje. 

Jedno jest pewne, opóźnienia zamykania i rekultywacji składowisk były skutkiem bierności i opieszałości w działaniach administracji lokalnej a zwłaszcza starostów. Egzekwowanie prawa to coś co jednak powinno działać sprawnie i to nie tylko w przypadku ściągalności opłat śmieciowych czy jakichkolwiek innych podatków.  Wydaje się więc, że to opieszałość administracyjna jest jednym z powodów dzikich wysypisk na składowiskach. Zdaje się to potwierdzać to co można przeczytać na portalkomunalny.pl w kwestii opieszałości starostów: 

Starostowie często nie wydawali decyzji określających wymagania, zapewniające dostosowanie składowisk. Wielu – wydając decyzje – robiło to nierzetelnie: nie uwzględniali wszystkich elementów, w które powinno się wyposażyć składowiska, aby mogły działać zgodnie z prawem. NIK podkreśla dodatkowo, że w większości zbadanych przypadków nawet ci starostowie, którzy decyzje w ogóle wydali – nie egzekwowali ich wykonania. Nie sprawdzali, czy składowiska są dostosowywane i nie karali zarządców tych, które przepisów nadal nie spełniały.

Na składowiska niespełniające wymagań odpady były przyjmowane długo po upływie granicznego terminu, jeszcze nawet po 2012 r. Było to powszechnie akceptowane przez organy ochrony środowiska. Zdarzało się nawet, że starostowie swoimi decyzjami wręcz legalizowali działanie składowisk, które powinny były zostać zamknięte.

Rzekomo stopień wypełnienia składowisk i obawy przed powstawaniem dzikich wysypisk były jedną z przyczyn opóźnień. Oczywiście nie wspominam o kwestiach finansowych bo to zawsze pojawia się w kwestiach każdej inwestycji jako pierwsza przyczyna opóźnienia.

Niski stopień wypełnienia odpadami składowisk to już coś bardziej konkretnego i warto zadać sobie pytanie czy recykling jest w Polsce na tak dużym poziomie, że coraz mniej odpadów jest składowanych? Czy przez czas legalnego funkcjonowania składowisk faktycznie powinniśmy mieć sytuacje „niskiego poziomu składowanych odpadów”?  Czy może te odpady, przewidziane do składowania zostały zapisane jedynie na papierze?  

Prościej jest odpowiedzieć chyba na pytanie o brak funduszy. Wyobraźcie sobie, że odpowiedź można znaleźć już na etapie projektowania i planowania przedsięwzięcia o nazwie „składowisko”  Kalkulacje opłat  za przyjmowanie odpadów nie uwzględniały kosztów zamknięcia i rekultywacji. Jak żyć i to w sytuacji gdy trzeba jednak te składowiska kiedyś zamknąć i zrekultywować? O kosztach monitoringu składowiska po zrekultywowaniu już nie wspominam. Grube niedopatrzenie prawda?  

Jak przyspieszano zamykanie i rekultywację składowisk odpadów

O tym, że polak umie kombinować a nasza ułańska fantazja nie zna granic nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Wyobraźcie sobie, że w 2010 r. wprowadzono zamykanie składowisk z tzw. „urzędu”. Przed tą uchwałą zarządzający składowiskiem powinien wystąpić z wnioskiem o zamknięcie. W myśl nowych przepisów marszałek województwa ma obowiązek wykonania w pół roku, od wejścia przepisu o zamykaniu składowisk, ekspertyzy służącej do zamknięcia składowiska. 

 

Marszałkowie województw poszli na łatwiznę. Zamknięcie w pół roku składowiska to priorytetowa „kupa roboty” no i standardowo „kupa dodatkowych kosztów”. Z tej perspektywy trudno się dziwić, że większość nie kwapiła się do wykonania swoich obowiązków.  Zamiast się spieszyć, zamykano składowiska zgodnie ze starymi zasadami. Powolutku, pomalutku i na spokojnie. W całym tym spokoju zapomniano o potrzebie i wymogu właściwej rekultywacji i monitoringu składowiska. Kolejny błąd i kolejna czarna d. 

Czy można wyciągnąć jakieś wnioski? 

W całej tej sytuacji dotyczącej zamykania i rekultywacji składowisk wydaje się, że głównym powodem niepowodzeń są kwestie ekonomiczne. NIK twierdzi, że  niezbędne jest znowelizowanie ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego. Zmiana ta miałaby pozwolić administracji lokalnej oraz samorządom na efektywniejsze które pozwoli  finansowanie ze środków własnych zadań zleconych przez administrację rządową.

Ze swojej strony chciałbym zauważyć, że lepsza kontrola, chociażby ze strony WIOŚ,  zdecydowanie pomogłaby w całym tym przedsięwzięciu. Przynajmniej w kwestii wymaganych dokumentów. Jednak temat czy taka kontrola realnie cokolwiek by zmieniła to chyba temat na inny wpis. 

Pozdrawiam.
Tomasz Araszkiewicz
odpadyblog.pl