życie Zero Waste pod lupą

art-close-up-ecology-886521

 

Na początku chcę zaznaczyć, że nie mam nic przeciwko życiu w nurcie Zero Waste/ Upcyclingowi/ SlowLife/ EkoLife itd.  Nie jest również moją intencją obrazić lub zniechęcić kogokolwiek do życia w zgodzie z tymi światopoglądami. Chcę też powiedzieć, że niektóre inicjatywy nawet do mnie przemawiają, a jeszcze inne stosuję w swoim życiu.  Jednak nie byłabym sobą gdybym nie poruszyła pewnego tematu,  mianowicie: Czy życie Zero Waste to tylko rozdmuchany sposób robienia biznesu i wody z mózgu?

Przeglądając liczne blogi/ grupy, czytając porady na życie less waste oraz np.  jak zrobić biżuterię z potłuczonej filiżanki przyszło mi do głowy pytanie czy ma to realne przełożenie na obecnie zalewające nas zewsząd produkty, a tym samym odpady.  Poniżej kilka przykładów, nad którymi dumam ostatnio.

Przykład numer 1:

Żyjąc w nurcie zero waste staramy się nie kupować  żywności w opakowaniach lub jeśli to robimy to opakowanie to w pewien sposób później wykorzystać.  I teraz powiedzmy, że tygodniowo zużywamy słoik dżemu i słoik koncentratu pomidorowego.  Naprawdę bardzo fajnie wyglądają te wszystkie świeczniki, doniczki i wazoniki ale rocznie jest to 96 słoików (minimum), a tyle bibelotów na pewno nikt nie potrzebuje. Zostawiam tutaj kwestie podarowania komuś/ robienia własnych przetworów/ sprzedaży tych bibelotów/kupowania do własnych opakowań. Dla mnie jest to po prostu nie do ogarnięcia umysłem :) Podobnie rzecz się ma z każdą inną tacką/ puszką/ butelką itd. Jako praktyk poruszę tutaj jeszcze jedną kwestię, mianowicie do zrobienia różnych bibelotów potrzebujemy zazwyczaj innych półfabrykatów, klejów, taśm itd. Później przykładowy słoik oblepiony klejem na gorąco i wstążką nie nadaje się do recyklingu tak jak normalny. Tworzymy wielomateriałowe twory, które jest znacznie trudniej zagospodarować niż prostszą formę jaką były przed upcyclingiem.

Przykład numer 2

Warsztaty upcyclingowe- jak dla mnie genialna forma spędzania czasu/ poznawania nowych ludzi/ twórczej pracy, jednak znów podczas warsztatów tworzymy niejednokrotnie (nie mówię, że zawsze) twory, które wymagają zaangażowania materiałów, które muszą być zakupione osobno. Znalazłam gdzieś w sieci ofertę warsztatów robienia świec. Osobiście myślę, że ze wszystkich pozostałości  po moich świeczkach, na jedną musiałabym zbierać wosk do jakiegoś 80- ego roku życia :)  Dlatego zastanawiam się czy nie jest to przerost formy nad treścią. 

Przykład numer 3

Wszystkie Eko-Gadżety- długopisy z bambusa, torby eko itp.- jak dla mnie jakakolwiek forma zakupu tego typu gadżetów to po prostu głupota. Zwłaszcza, że jakieś 90% tych produktów to tania, chińska produkcja nie mająca nic wspólnego z ideą Zero Waste. 

 

Powyższe przykłady to tylko kilka aspektów, nad którymi ostatnio zaczęłam myśleć. Może czasami zamiast sztucznego kreowania rzeczywistości wystarczy po prostu wrzucić odpad do właściwego pojemnika, a właściwe służby już będą wiedziały co z tym fantem dalej zrobić. 

 ps. Liczę na otwartą dyskusję, może ktoś z naszych Czytelników ma podobne przemyślenia.

fot. longenitylive.com

Monika Michalska