Czy Rozszerzona Odpowiedzialność Producentów uwolni rynek od nadmiaru odpadów?

Fot. unsplash.com
Fot. unsplash.com

ROP to nic innego, jak zobowiązanie producentów wprowadzających produkty i opakowania na rynek  do wzięcia odpowiedzialności za cały cykl życia produktu włączając w to jego utylizację, w przypadku nieprzydatności do użycia.

W Polsce system ten w praktyce nie istnieje, co jest przyczyną niedofinansowania całego systemu gospodarki odpadami. Porównując odpowiedzialności producentów z krajów UE i z Polski  widoczna jest przepaść.  Przykładowo w Austrii za tonę tworzyw sztucznych wprowadzonych do obiegu, producent musi zapłacić ok 610€. W Polsce jest to kwota rzędu 0,6€. Chyba nic więcej nie muszę dodawać.

Propozycja systemu ROP ma kilka ciekawych założeń. Są to między innymi opłaty, za wprowadzanie opakowań na rynek. W założeniu mają być one zróżnicowane pod względem rodzaju opakowania. Przykładowo opakowanie zrobione z regranulatu pochodzącego z recyklingu powinno być obciążone niższą opłatą niż takie zrobione z samego tworzywa. Pojawi się także nowy podmiot mający być Regulatorem w systemie. To Regulator będzie ustalał stawki opłaty produktowej oraz sprawował kontrolę nad wykorzystaniem pieniędzy wpływającej do systemu. Więcej na temat roli regulatora znajdziecie tutaj Pieniądze od producentów trafią w dwa miejsca: NFOŚiGW, który finansował będzie działania związane ze zbiórką odpadów, głównie poprzez wsparcie finansowe Gmin oraz do Organizacji Odzysku wspierających przedsiębiorstwa w rozliczaniu opłaty produktowej.

Czy takie rozwiązanie przyniesie efekt w postaci mniejszej ilości odpadów na  rynku? Moim zdaniem jest taka możliwość. Po pierwsze producenci zaczną zwracać uwagę na ilość i jakość wprowadzanych opakowań.  Istnieje spora szansa na zwiększenie wykorzystania tworzyw z recyklingu do ponownej produkcji opakowań. Taki nurt wzmocni recykling, który stanie się bardziej opłacalny i wydajny. Dzięki opłacie zasilony zostanie cały sektor gospodarki odpadami, a pieniądze od producentów będzie można wykorzystać na rozwój nowych technologii. Oczywiście wprowadzenie systemu ROP nie będzie proste i na pewno sporo dyskusji wywoła fakt jaka instytucja powinna być Regulatorem. Niemniej jednak system ten jest niezbędny aby w końcu małymi krokami osiągać wymagane poziomy recyklingu.

Trzymam kciuki za MŚ!

5 Shares:
4 komentarzy
  1. Jak długo będziemy skazani na czytanie bzdur dotyczących braku pieniędzy na finansowanie zbierania, odzysku i recyklingu odpadów opakowaniowych. Jak długo będziemy skazani na bzdury dotyczące tego samego problemu, ale odnoszącego się do odpadów zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego Jak długo będziemy słuchali o “możliwym w niedalekiej przyszłości ” wprowadzeniu pełnej odpowiedzialności wprowadzającego na rynek produkty w opakowaniach, czy wprowadzającego sprzęt elektryczny i elektroniczny. Jak długo jeszcze, będziemy tolerować tę nudną opowieść . Przecież wszystko jest już uregulowane i funkcjonuje od wielu lat (pierwsze uregulowania prawne, to ustawa z 11 maja 2001 roku o obowiązkach przedsiębiorców w zakresie gospodarowania niektórymi odpadami oraz o opłacie produktowej. To już 18 lat!!! Zamiast mówić, pisać bzdury, warto przeczytać i wiedzieć coś więcej na ten temat.
    Odpowiedzialność producenta opisana jest bardzo szczegółowo w obowiązujących już ustawach i rozporządzeniach wykonawczych. Dla wprowadzającego, ale też i dla obywatela – w kontekście opłat za odpady, najistotniejsze są przewidziane w tych rozporządzeniach szczegółowe stawki opłaty produktowej za poszczególne grupy odpadów opakowaniowych, czy też poszczególne grupy sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Stawki te pomnożone przez masy, określają koszt jaki musi ponieść wprowadzający, gdy nie wykona ciążącego na nim obowiązku zebrania i przetworzenia określonych w przepisach mas odpadów, które wcześniej wprowadził na rynek w postaci produktów w opakowaniach, jak i samych produktów np.. sprzętu AGD lub RTV. Przyjmijmy hipotetycznie, że wprowadzający nie wykonują obowiązków nałożonych przez ustawy, a Państwo przejmuje i wykonuje za nich w całości ten obowiązek. O dziwo, stawki opłaty produktowej odpowiadają bardzo realnym, bardzo rynkowym kosztom zbierania i przetwarzania poszczególnych grup odpadów. Pasują idealnie. Pasuje jak ulał ( piszę o okresie w którym rynek Chin było jeszcze otwarty!). Przykładowo, stawka opłaty produktowej za zebranie i przetworzenie (odzysk, recykling) 1 kg opakowań z tworzyw sztucznych to 2,70 zł (2700 zł/Mg) stawka za to samo, tylko odnosząca się do papieru i tektury wynosi 0,70 zł za kg (700 zł/Mg) Stawka za zbieranie i przetworzenie większości grup odpadów zużytego sprzętu to 1,80 zł za kg (1800 zł/Mg). Wynika z tego, że ustawodawca, a szczególnie organ wykonawczy, dokładnie znają temat, znają ceny rynkowe za zbieranie i przetwarzanie odpadów. Wiedzą bardzo dużo. Nasuwa się więc pytanie, skąd się biorą bzdury cenowe obowiązujące na rynku. Dlaczego my obywatele tego kraju, ponosimy wszelkie koszty tej dziwnej manipulacji? Dlaczego zmuszeni jesteśmy do słuchania o czekającej nas w przyszłości odpowiedzialności wprowadzających. Dlaczego opowieść dotyczy czegoś co ma nastąpi – zgodnie z dyrektywą do 2023, jeżeli już to wszystko było i jest!!!
    Gdzie jest problem?
    Problem jest w systemie zbierania i przetwarzania odpadów. Ten system stworzył kiedyś “potwora” czyli organizacje odzysku – firmy na prawach spółek akcyjnych, które w sposób bezwzględny drenowały i drenują ten system z pieniędzy (pogląd nie tylko mój, ale również firm doradczych np. Deloitte). Rzeczą w tym momencie wtórną jest to, czy potwór powstał, bo jakoś tak wyszło (sic!), czy było to kiedyś celowe i przemyślane działanie!? Organizacje odzysku, może z bardzo drobnymi wyjątkami, to bardzo inteligentny pomysł na biznes. To “czysty” sposób na generowanie bardzo dużych pieniędzy – zaznaczam, naszych pieniędzy, które po zakończeniu roku obrachunkowego, trafiają na konta akcjonariuszy tych organizacji. Akcjonariusze, to z kolei „przypadkowi” ludzie lub ich firmy, najczęściej traktujący organizację odzysku jak bezpieczną kasę oszczędnościową z niespotykanymi gdzie indziej przyrostami kapitału. Z problemami środowiskowymi nie mają one wiele wspólnego, a wszelkie ich działania np. edukacyjne, mają w przeważającej mierze, wyłącznie pozorowany charakter. Organizacje odzysku, to instytucje stricte biznesowe, to najbardziej bezpieczny sposób na krociowe zyski z lokat kapitału. Zwrot kapitału (warunek powstania) zainwestowanego w te firmy liczony jest w dziesiątkach lub setkach procent rocznie, a prezesi tych spółek uzyskują często tytuły Gazeli Biznesu?! A pieniądze przecież są społeczne, nasze, wszystkich mieszkańców tego kraju. Wszystkich nas, którzy kupują produkty w opakowaniach, kupują sprzęt RTV lub AGD. Przecież to my za wszystko płacimy, a wprowadzający tylko w pewien sposób pośredniczy w przekazywaniu tych pieniędzy organizacji odzysku. No właśnie, co dokładnie robi wprowadzający? Nie mogąc samodzielnie wykonać ciążącego na nim obowiązku zebrania i przetworzenia określonej masy odpadów, zleca ten obowiązek organizacji odzysku. Organizacji jest wiele, a że konkurencja wśród nich jest również wielka, to i ceny, tak jak liście na drzewach, jesienią spadają. Spadają i spadają, aż osiągną jedną setną stawek, o których mowa w rozporządzeniach tzn. stawek, za które realnie można wykonać określone procesy środowiskowe. I w tym momencie przychodzi z pomocą, wymyślone przeze mnie pojęcie „biznesowe” tzw. opłacalne dno. Opłacalne dno polega na tym, że z tych odbiegających w sposób niewyobrażalnie rażący od wiarygodnych stawek kwot, organizacje odzysku zatrzymuje sobie ich 60 czy 70%, a to “coś” co zostaje, przekazują przedsiębiorstwom, które fizycznie wykonują wszystkie procesy związane ze zbieraniem, przetwarzaniem, odzyskiem i recyklingiem odpadów. A że mamy do czynienia z milionami ton, te graniczące z absurdem stawki, przynoszą zainteresowanym równie milionowe zyski. I biznes się kręci! Zapomniałem na wstępie dodać, że organizacje odzysku, to spółki najczęściej stołeczne tzw. kanapowe, zatrudniające w większości od 5 do 10 osób, z których jedna lub dwie posiadają przygotowanie zawodowe związane ze środowiskiem?! Pozostałe osoby zajmują się inżynierią finansową, fakturowaniem i sprawozdawczością. Przy tak niskich – nierealnych stawkach, zaczyna się „wałkowany” już od lat problem, tzw. “kwitów”, czyli dokumentów potwierdzających procesy wykonania obowiązku zebrania i przetworzenia zleconej masy odpadów. Wszyscy uczestnicy systemu przymykają oczy i staje się cud. Za te nierealne stawki wszystko jest wykonane tzn. określone przez Brukselę w procentach masy zbierania, odzysku i recyklingu są zrealizowane. Wykonanie się zgadza. Dziwnym trafem, jak wymagane jest 40 % recyklingu, to jest 40,16%, wymagane będzie 50%, zrobi się 51,03%. Tak było od lat, tak jest obecnie, a co dalej, życie pokaże. To bardzo stara „filozofia”, i o dziwo nic się w niej nie zmienia.
    Reasumując, zamiast miliardów złotych wpłacanych przez producentów lub importerów produktów w opakowaniach, w systemie ląduje tylko kilkadziesiąt milionów złotych, z czego większość w kieszeniach akcjonariuszy organizacji odzysku. Z powodu braku tych pieniędzy, większość działań polegających na zbieraniu , odzysku i recyklingu odpadów, stała się nieopłacalna. Procesy zbierania i przetwarzania odpadów opakowaniowych, elektrycznych i elektronicznych, w części dotyczącej dopłat ze strony wprowadzających, od wielu lat były nieopłacalne, tylko obecnie, ze względu koniec współpracy z Chinami, na zaostrzenie przepisów środowiskowych i karnych w szczególności, problem ten ujrzał światło dzienne?!
    Te brakujące w systemie pieniądze, tę różnicę między stawkami realnymi a stawkami z tzw. operacji biznesowych, dokonywanych przy udziale organizacji odzysku, płacimy oczywiście My, My Społeczeństwo tego kraju. Płacimy w rosnących czynszach, płacimy czytając beznadziejnie głupie wypowiedzi, nawet bardzo prominentnych osób, które obarczają Nas winą za brak świadomości środowiskowej oraz błędy w segregacji śmieci. Szczytem bezczelności są propozycje zbierania odpadów i odnoszenia ich przez mieszkańców do punktów skupu. Ciekawe jakie niemądre propozycja związana z finansowaniem procesu odzysku jeszcze padną. Ciekawe. A mim zdaniem rozwiązanie jest dość proste.
    Likwidacja organizacji odzysku lub drastyczne ograniczenie ich roli. Przejęcie odpowiedzialności za opisane wyżej procesy środowiskowe przez Państwo, polegające na określaniu producentom i importerom wysokości stawek, zbieraniu pieniędzy, oraz przekazywaniu ich podmiotom – szeroko rozumianym, realnie uczestniczącym w procesach środowiskowych.

  2. Wow! Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz. Jeżeli działa Pan w stowarzyszeniu/organizacji/ lub prowadzi działalność może warto dołączyć do grupy roboczej, które działają przy MŚ w temacie ROP. Myślę, że takie myślenie mogłoby sporo wnieść do tej niekończącej się dyskusji.

  3. Szanowna Pani, dziękuję za miłe słowa. To co napisałem, jest tylko drobnym wstępem do zdecydowanie większej, bardziej pogłębionej całości. A skąd wiedza? Los tak sprawił, że jako czterdziestolatek, przeniosłem swoje zainteresowania zawodowe do sfery gospodarki odpadami. Zacząłem od przedstawicielstwa handlowego rodzących się w 2002 r. opakowaniowych organizacji odzysku, byłem ich dyrektorem regionalnym, dyrektorem operacyjnym, prezesem takiej organizacji odzysku. Przez 10 lat dyrektorem handlowym, dyrektorem zarządzającym, prezesem znaczącego zakładu przetwarzania (zbieranie, odzysk i recykling). Brałem udział w opiniowaniu aktów prawnych, brałem udział w obradach komisji sejmowej, byłem uczestnikiem konferencji i spotkań sejmowych. Wiem jak to funkcjonuje – tu uśmiech. I co ? I nic. Wciąż to samo. Opowiadania ludzi, którzy wiedzą tyle o systemie, co ja o programowaniu komputerów. Rodzi się więc pytanie, czy nie wiedzą? Czy opowiadanie bzdur o odpowiedzialności producenta, to całe podniecenie tym tzw. nowym problemem, te opinie o bezwzględnej potrzebie funkcjonowania w systemie organizacji “od zysku” to przejęzyczenie, czy działanie celowe. Ludzi takich jak ja jest wielu, sam znam kilku. Czy ktoś kiedyś słuchał tego o czym mówiliśmy i pisaliśmy. Czy ktoś chce wrócić do opasłych opracowań światowych firm doradczych i wyspecjalizowanych w problemach odpadowych kancelarii prawnych. Czy instytucje sprawcze gdyby chciały, nie mogłyby skorzystać z wiedzy takich jak my. Nie chciały, nie chcą i chcieć nie będą. Nie wiem dlaczego. A może się domyślam…

  4. Szanowna Pani,
    w ramach mojego „pastwienia” się nad jedynie słusznymi i praworządnymi organizacjami odzysku
    pozwalam sobie zainteresować tematem, który moim zdaniem dobitnie świadczy, o niezastąpionej roli organizacji „ od zysku”, w obecnym i przyszłym systemie zbierania i przetwarzania odpadów.
    A więc, jak to się dzieje, że w Polsce, gdzie tak trudno zmusić ludzi do sortowania odpadów, zbiera się tysiące ton zużytych żarówek LED. Miały przecież palić się kilka lat. A tu nagle, w polskich „szczególnych” warunkach, gasną tuż po ich włączeniu (sic!). Jak to się dzieje? Jak to się dzieje, że te osławione, tak bezwzględnie potrzebne jak tlen organizacje odzysku, uzyskują od importerów źródeł światła pieniądze np. na zbiórkę i recykling świetlówek (odpady bardzo niebezpieczne – rtęć!), a wykonują ten obowiązek – oczywiście, jak zwykle zgodnie z literą prawa (odpowiedzialność za grupę odpadów – lampy), masą zebranych i przetworzonych zużytych żarówek LED ( odpad bezpieczny). Dostają od importerów relatywnie dużo pieniędzy na recykling świetlówek, bo chodzi o odpady niebezpieczne, wydają mało, może 25% tej sumy, bo chodzi o odpady bezpieczne. A, że zużyte LED – y, że użyję tego pojęcia, zbierają się same, to i problem środowiskowy jest załatwiony! W kasie organizacji i kieszeniach akcjonariuszy, też się oczywiście wszystko zgadza! I to jest właśnie Ekologia przez duże E.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Może Ci się spodobać: